Klikalna mądrość

Tak trochę straszno, bo śmieszno już nie.

Nie ma to jednak jak stara dobra książka, przy której można pobyć człowiekiem, przerzucając kartki, otulona kocykiem – plus ciepłe skarpety 🧦 obowiązkowo i z wielką radochą – podczas gdy przez uchylone okno wpada rześkie powietrze.

A ja… nie jestem przebodźcowana, wręcz przeciwnie, wyciszona i rozluźniona, z własną wiedzą, z własną mądrością, z własną refleksją, najlepszą, bo prawdziwą, żywą, nawet jeżeli czasem kulawą.

bo… taki dziwny stan – wchodzę do internetu i chciałoby się znaleźć prawdziwą treść, napisaną bądź nagraną przez prawdziwą duszę i prawdziwy układ nerwowy. Lecz już od jakiegoś czasu miewam obawy, czy nie zmarnuję czasu? Czy nie okaże się, że tekstu, filmu nie stworzył Ktoś, kto coś rzeczywiście przeżył, lecz 'coś’ bez świadomości, serca i kontekstu.

Ten kontekst… dzisiaj ma jeszcze większe znaczenie. Dawniej też lubiliśmy tak upraszczać, tak generalizować, szufladkować i twierdzić, że wiem, rozumiem i żyćko się żyło z bananem na twarzy i ze świadomością, że teraz to już „nikt mnie nie powie” 🙃.

Ale teraz, och teraz, to sami eksperci i ekspertki… od kobiet, od mężczyzn, od więzi, od sukcesu, od dobrostanu etc. I serio, czasem chwilę mi zajęło, nim moje ja zapytało: „ki diabeł, czy pół życia się myliłam, nie widziałam, ślepa byłam, nie umiałam?

Przeraża wręcz ta stanowczość, ta buta, ta nieomylność serwowana w internecie, YouTubie, kontentach, social mediach. Najbardziej to, że dla zysków, zasięgów, tworzą się treści vel papka internetowa do zarządzania ludzkim układem nerwowym… i nikt nie bierze za to odpowiedzialności, wszyscy mają to po prostu w d.

Nudzi mnie to. Ale jednocześnie wzbudza obawy.

Trzeba nie oddawać książek do bibliotek, a trzymać. Za jakiś czas wszystko będzie zrelatywizowane, poza własną świadomością i umiejętnością rozróżniania, a także pamięcią, będzie można szukać wiatru w polu.

Może to i dobrze, może Tatce o to chodzi, abyśmy wreszcie polegali na sobie i na tym, co wewnątrz – na sercu i świadomości, mądrości ciała, zamiast wlepiać oczy w ekrany, a stamtąd… o tym co tam płynie, to już Goebbels mówił bez ogródek, a Lis powtórzył, tyle że innymi słowy.

P.S. Pięknie to widać, gdy algorytm poprawia interpunkcję, gdzie sens i prawdziwa treść zdania jest zależna od kontekstu i intencji piszącego.

Jednak straszno.

Wyg.AI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *