Wczoraj doświadczyłam.
I musiałam samej siebie jeszcze raz zapytać:
a jaka jest moja prawda?

Tak naprawdę…to była rozmowa… o kontroli,
ubrana w ciuchy miłości, partnerstwa, pragnień.
Ale tak naprawdę ona była o kontroli…
drugiego człowieka, siebie i Życia.

Kiedyś też w tym byłam, o tak,
gdy byłam w umyśle, i nie znaczy to wcale,
że nadal czasem nie bywam, ależ bywam,
czasem nawet pełną gębą.

Bo padło pytanie:
ale jaką masz gwarancję?
Czy się nie boisz?

Tak, czasem się boję, przez ułamek sekundy,
gdy umysł się zakradnie i pcha się na tron,
gdzie próbuje podsiąść Serce.

To w sumie zabawne, te nasze iluzje kontroli,
że w ogóle możesz coś kontrolować.
Nie możesz, nigdy nie mogłaś i nigdy nie mogłeś.
Za to popatrz na swoje zmęczone oczy, na swoje zaciśnięte dłonie,
poczuj swoje napięcie w barkach,
wreszcie
poczuj swoje zmęczone serce,
poczuj swoją zmęczoną Duszę.

Bo powiedz mi,
tak jak ja powiedziałam sobie i powiem tobie,
jak możesz obiecać drugiemu człowiekowi,
jak możesz dać gwarancję,
że na zawsze, że dotrzymasz słowa, że się nie powtórzy, etc.?

Uczciwie, prawdziwie i szczerze, to możemy tylko obiecać:
zrobię wszystko, co mogę, co będzie zależało ode mnie i mojej woli,
od szczerości mojego Serca, w którym noszę szacunek do samej siebie
i do drugiego człowieka,
żeby się udało, żeby grało i buczało, żeby pięknie się rozwijało.
Tylko tyle możemy obiecać i moim zdaniem tylko to jest uczciwe,
i tylko to jest z Serca, reszta to umysł.

A gwarancja? Z definicji jest ograniczona czasowo.
A w te dożywotnie, tak naprawdę…nikt nie wierzy.
Bo nigdy nie miało chodzić o gwarancję.
Nigdy nie miało jej być w równaniu.
Za to zawsze miało być serce, szczerość i miłość.

Po prostu musisz skoczyć.
I wierzyć, że dopłyniesz, że woda będzie czysta
i że oboje macie silne ramiona, aby wciąż dopływać od nowa…
i każdego dnia…
do wspólnego brzegu.

fot.Internet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *