Powiedzieć wszystko, a o co nigdy nie pytałeś, a ja dziś już nie umiem chcieć mówić.
‚Spotkanie nad morzem’ stara książka z dzieciństwa, której lekturę przerwałam, bo wróciłeś, oczywiście znów na chwilę, jak zawsze, znów bez planów, bez kontynuacji, znów tylko dla siebie, nigdy dla mnie i nigdy dla nas. Taszcząc dla mnie tę taflę kruchego lodu, po której miałam stąpać. Ale to ja zawsze byłam zimna i nieczuła, to ja byłam zimna i nieczuła nawet wtedy, gdy stałam sama na brudnym, warszawskim peronie, w żałobie i traumie, z drżeniem bólu w całym ciele, z uginającymi się pode mną stopami. Nie znalazłam na tym peronie Twojej twarzy, Twoich oczu, które i tak zawsze nie patrzyły w moje, jakbyś się bał, że zobaczę w nich prawdę, która dzisiaj przyszła. Myślę, że ona zawsze była, tylko ja nie chciałam jej widzieć. Bo przecież kochałam. Wiatr lekko powiewa za oknem, ciepły i pachnący, ptaki śpiewają pięknie, jak kiedyś te które słyszałam podczas naszej rozmowy. ‚Spotkanie nad morzem’…jestem ciekawa, co przyniesie mi ta książka, bo każda zawsze mi coś przynosi. Czytam. Jestem sama. A chciałabym, aby mój człowiek też czytał…odpoczywając koło mnie. Znów wiosna, nowe pąki, jasnozielone liście, a wkrótce lato. Kolejne samotne, kolejne bez spełnienia w miłości z moim człowiekiem. Ale już inne, bo już na nikogo nie czekam, nikogo nie chcę kochać, już nie.
