Perfekcjonizm to tylko inna forma prokrastynacji. Inna forma lęku, przed oceną, przed byciem niewystarczającą, a to wszystko razem – przed życiem swojego Życia. Bo później, bo jeszcze nie teraz, bo to nie ten czas. A mi już się nie chce tak, a mnie to już nudzi, a mi robi się iiiikkk.
I ciekawe kto to wymyślił, kto pierwszy przyjął jako swoje, kto pierwszy się z tym utożsamił i kto pierwszy zaczął stać w miejscu, zamiast…
Zamiast radości spełnienia, zamiast życiem swoimi żywymi pragnieniami, które przychodzą do nas wraz z tą boską iskrą radości, radości tworzenia swojego życia według swoich marzeń i pomysłów, życia urzeczywistnionymi marzeniami.
Te wszystkie zamiast…
Perfekcjonizm to tak, jakby coś mogło być dokonane, skończone, zrobione. Ale nie ma czegoś takiego, bo życie płynie, bo życie to ciągła ZMIANA. A z drugiej strony, kto niby ma prawo powiedzieć, uznać, że doskonałe to jest takie i takie. Kto daje sobie prawo, żeby mi mówić? Hehe toż to się kupy nie trzyma.
Spójrz, jaka to iluzja, spójrz jak nas wkręcono. Bo gdy nawet dawniej pogodziłam się z tym, że nie muszę być doskonała, to jak to w matriksie, świecie dualności, gdzieś w sobie wyraziłam zgodę na bycie ‚niedoskonała’, tak jakby mi czegoś brakowało. I nawet tego… nie zauważyłam. Ale iluzja, co za ślepota. Nie muszę niczego przyjmować, nie muszę przyklejać sobie żadnych etykietek, mogę być po prostu sobą, Anią, bez nich, bez całego tego shitu. Co za ulga. Wreszcie. Jestem Kim Jestem – Anną.
I to mi wystarczy.

