Śnieg i przepiękne, poranne słońce,
wyszłam na spacer z dziewczynami, cieszyłam się spokojem w sercu…szerokością, przestrzenią w mojej piersi.
Istnieję, doświadczam…pochylam się, nalewam wodę do misek,
w tle melodyjnie włoski język od Lucio Battisti nuci w tym kolejnym dniu Życia…inne Serce zmierza do domu, gdzie czeka drugie serce, te kochające serce, te wierne i stęsknione, te które szukało wiele dni i odnalazło ☺️. Bo wybrało być, bo zmierzało wprost do domu, nie poddając się, szukając poprzez wiele ścieżek i kierunków.
Wybór…bo serca wybrały, choć może umysł podpowiadał, poddaj się, zaśnij, tak łatwo zaśniesz, zniknie zimno i głód…
ale to serce ma ostatnie słowo
A ja…przesuwam dłonią po ciele, które mi zaufało, choć drży jak galaretka, maszynka do strzyżenia sunie z miłością po ośmiu kilogramach zaufania i obecności, wierne oczy patrzą na mnie, choć już trochę ślepe, to dusza widzi, czuje mnie, a ja ją.
Jesteśmy. I jest nie tylko śnieg…ale też piękne słońce
JEST to, co najważniejsze…miłość
❤☀️🐕

