Jestem duży, jestem mały,
jestem duży, jestem mały…

Mały Krzyś bawi się obrotowym lusterkiem
z uśmiechem w oczach i na ustach.

Dopiero po chwili dociera to do mnie… jaka to piękna sytuacja,
jaka to mądrość nieświadomego dziecka…a może jeszcze świadomego właśnie, jeszcze bez całego tego shitu.

Nie jestem ani duża, ani mała.
Jestem po prostu sobą. I to nam wszystkim wystarczy.
Po prostu.

I siedzę sobie teraz na tym moim przysłowiowym bufecie życia,
a fizycznie na bufecie moich dziewczyn 😛 i rozmawiam
najpierw z nimi, bo sobie nagrabiły, a potem z Tatką,
o mojej drodze, od samego początku, na której wciąż miałam odkryć
i wciąż odkrywam…

gdzie jeszcze siebie nie kocham?

I powiedziałam: kocham Cię duszo moja, ty Cholero,
przez którą ciągle płonę albo się topię, aby potem wyłonić się nowa,
jeszcze szersza, i mówię do Tatki: cholera! Tatku! masz mnie jaka żłobisz,
i cholera!, wiem, że nie musisz się mnie wstydzić,
nie musisz się mnie wstydzić. 
I to mi wystarczy.

♥️

Trwa jeszcze dzień urodzin Elvisa, tej przepięknej Duszy,
to jego głos, ten miękki i aksamitny, wielokrotnie pomagał mi przetrwać,
a także niezmiennie budzi radość i uśmiech mojej duszy.
Pamiętam i kocham.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *