Puszczam ją. Zasypiam i mam nadzieję, że gdy wstanę, nic już nie będę czuła. Że już nie zakradnie się cicho, podstępnie, aby potem znów mnie zranić. Mam nadzieję, że już nie będę pamiętać żadnych marzeń, że je wszystkie zapomnę, i te słowa, nieliczne, ubogie w serce, też przestaną się zakradać. Że żadne z nich już nigdy nie pozwoli mi zaufać, nawet trochę, nawet z ledwie tlącą się nadzieją, która tylko mamiła fałszywie. Mam nadzieję, że każda nadzieja zgaśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *