Jestem w ciemnej dolinie i nie wiem, ile jeszcze dam radę znieść,
ale nie mogę się poddać, bo sobie obiecałam.
To już tyle dni od zgaszenia ostatniego, a ciągle coś wypływa,
coś się uwalnia, pokazuje się w pełnej, niestłumionej krasie.
Wychodzą ze mnie wszystkie możliwe rany, bóle i ukryte łzy.
Bo tak jak już wiem, używałam po to, aby nie poczuć.
Może kiedyś i nie umiałam inaczej, nie ma co sobie wyrzucać,
poradziłam sobie, jak potrafiłam.
Nawet teraz, gdy to piszę, rozrywa mi serce, pali jak rozżarzone żelazo.
Chwili wytchnienia niemal nie ma. 
I nie wiem nawet, co to za bóle są, niektóre stare, tak bardzo stare,
niektóre nowe i te umiem nazwać.
A nosiłam je w sobie wszystkie, choć niektórych ludzi nawet już nie ma,
a na pewno nie ma wydarzeń, które zraniły.
Nie nazywam ich, nie szukam w pamięci, po prostu wiem,
że są i pozwalam im odejść.
Łzy lecą jak deszcz, aż rzęsy się odklejają, a ja tylko wycieram nos.
I zbieram się w sobie na kolejną falę.
Ale nie odpuszczę, bo zranienia trzeba uwolnić,
a ja nie chcę wracać do nałogu.
A moja podświadomość ma się raz na zawsze nauczyć,
że nie opłaca się tłumić, że trzeba przeżyć po prostu.

Ale gdy uwolnię kolejny ból, który napływa następny w kolejce,
to potem następuje tak błoga, tak cudowna, wręcz rozkoszna ulga i cisza,
że nawet nie boję się już kolejnych fal, a wręcz ich wyglądam.
Choć bez presji, bo wiem, że przyjdą kiedy mają przyjść.

Ale boli niemal bez przerwy, więc samej sobie zadaję pytanie,
to ile ty tych zranień stłumiłaś, Aniu?
Ile razy powiedziałaś sobie, że to nic takiego, że przeżyjesz?
Zapaliłaś kolejnego i już znikało.
O tak znikało…ale pod skórą, a nie odeszło uwolnione.
Cóż nie wygląda to dobrze, ale rozumiem,
że na tamten moment świadomości nie umiałam inaczej.
Więc nie wydzieram się na siebie, że nie potrafiłam.
Po prostu akceptuję moją ułomność, to że jestem tylko człowiekiem.
I tak jestem wdzięczna, że nie używałam do tłumienia
czegoś mocniejszego, choć czy to słodycze, papierosy, alkohol,
zakupy, to i tak to takie samo badziewie, do wyboru do koloru,
wedle tego jak mocno potrzebujesz stłumić i jak wiele w sobie tego masz.
Bo oczywiście zaczynamy lekko, nagle okazuje się (nieświadomie),
że coś zadziałało, czujesz się lepiej, ale jeżeli nic nie robisz z przyczyną,
to potrzeba potem i więcej i coraz mocniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *