dlatego, że nigdy naprawdę nie zostałeś…
a ja wiem, że zasługuję na wszystko co najlepsze…tak samo jak i Ty,
dlatego, że odmówiłeś mi tego, co było dla mnie najważniejsze…
obecności.
Obecność, która bezpieczeństwem jest.
Obecność…w której może być wszystko…
bo wtedy…razem przezwyciężymy każdą złą godzinę.
Mogę być i jestem…oazą…
ale oaza żeby istnieć potrzebuje wody…inaczej zwiędnie
i stanie się sucha jak ten piasek na pustyni
i może dlatego przesypuję Ci się przez palce,
jestem jak fatamorgana…
bo nie napoiłeś mnie swym deszczem, ciepłym, kochającym,
wrażliwym,
prawdziwym i oczywistym,
odcinałeś mnie od siebie, nagle i bez ostrzeżenia
wpuszczając tylnymi drzwiami lęk, a wyganiając radość i uśmiech
A wystarczyło byś był Sobą bez masek,
nawet gdy było źle
I to jest moja odpowiedź, dlaczego Ty.
Wystarczyło byś był sobą w obecności,
byś nie wątpił, a wierzył, byś został, a przestał uciekać,
byś nie burzył wciąż, a zaczął budować…
każdy wspólny dzień…w lekkości i jego prostocie
a mój dzień był wtedy zawsze piękniejszy, radośniejszy
i pełniejszy…bo po prostu…byłeś.
A ja wtedy też mogłam po prostu być tym,
…co kocham
i nie musieć być niczym więcej, nie musieć być czyjąś wyliczanką 'kocham, bo…’
a być po prostu 'kocham, bo istniejesz’.

