I taki dzień jak co dzień, a jednak małe cuda muszą być.
Gotuję fasolkę dla taty, bo lubi. I mówię, dam radę,
choć kuchenki jeszcze nie mam, to wszak mam elektryczną,
którą dostałam od mojego Niekochanego 😊☀.
I fasolka już gotowa, tylko przykrywki brak do transportu.
Coś mi świta, że może być na balkonie. Szperam i mam…
no ale jest i niespodzianka.
Przez mały otwór w przykrywce próbowała przejść szczypawka,
no i niestety utknęła, bo odwłok nie mieścił się w otworze,
i ani w prawo, ani w lewo.
No i tak sobie tam biedna tkwiła, nie wiadomo ile.
Anusia nie przepada za robakami, oj nie przepada,
dreszcze na całym ciele (nie te od rozkoszy, o nie),
ale zbieram się w sobie.
Chwyciłam śrubokręt i delikatnie próbuje pomóc jej się przepchnąć.
Ale nic z tego, macha łapkami i dalej tkwi.
Wiem że nie mogę mocniej przycisnąć, bo urwie się ten odwłok ze szczypcami.
Ale próbujemy. Nic z tego.
Aż w końcu jak ten Pomysłowy Dobromir…ta-dam…
proszę Cię, Tatku, pomóż, bo nie przejdzie. Pyk, ta-dam…przeszła. ☺️

Kocham 💗

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *