I miałam sen…armagedon jakiś,
siła destrukcyjna niszczyła, porywała wszystko.
Tory i pociągi w tle – jakby ścieżki, wybory.
Staliśmy we czworo pośród tego huraganu, niszczycielskiej siły.
Ale nietykani jej ręką stojący pewnie.
I w tym wszystkim oto Ja, Anusia, patrzę i mówię do reszty:
nie damy się, przetrwamy…kurwa! jak już umrzeć, to od palenia papierosów
😛😁😁😁
