Od wielu już lat żyję moją prawdę, każdego dnia idąc z Bogiem za rękę.
I była to bardzo samotna droga. Choć tylko czasem tę samotność odczuwałam.
Wyjazdy po całej Polsce, aby choć na chwilę spotkać się z tymi ludźmi,
którzy rozumieli bez słów. I były to piękne chwile, bo przeżywane
w pełnej autentyczności i odkryciu siebie, bez cholernych masek.
Z tych ludzi z całej Polski i świata, potworzyły się przyjaźnie dusz, serc,
wynikające tylko z rozpoznania tego Kim naprawdę wszyscy jesteśmy jako dusze. I to jest ich piękno.
Odkrywaliśmy przed sobą dążenia, wiarę w to, że zawsze można piękniej żyć, ale to często wymagało pokazania największych ran i traum, i nikt się tego nie obawiał, po prostu Żyćko jakie było, takie było. Nikt nie przyjeżdżał po to, aby się użalać, obwiniać czy po atencję.
A dla prawdy i stawania w mocy. I nikt nigdy na cudzych barkach, a każdy na własnych nogach, na ile się poszerzył, a na zasadzie równości, po prostu w towarzystwie pięknych Dusz. I to właściwie była podstawa tych spotkań, takie niepisane, a naturalne prawo częstotliwości po prostu. Wiele radości, ale i łez. Ja lubię właśnie tak z ludźmi, w całej krasie, z dwoma biegunami. Tylko wtedy czuję, że to ma sens, jest prawdziwe.
Jestem szczęściarą, jestem uprzywilejowana,
Tatko mnie uwielbia, jestem jego oczkiem w głowie, ja to wiem,
bo tylu pięknych ludzi ilu ja w życiu miałam zaszczyt doświadczyć,
to wielu przez całe życie nie doświadczy nawet kilku.
Ale oczywiście zaczęło się od mojej własnej decyzji.
Wdzięczność wypełnia moje serce. Jak piękny jest ten świat, skoro istnieją na nim tacy ludzie. I oni są i ja jestem. I my się wzajemnie przyciągamy, nie ma przypadków.
W codzienności miałam to w sobie, ale wymiana była tylko na tyle,
na ile druga strona się poszerzyła. I ja miałam na to zgodę w sobie.
Ale tak, odczuwałam też swego rodzaju samotność na ścieżce.
Tak więc żyłam sobie moją prawdę z dnia na dzień, nikomu jej nie narzucając, nie uszczęśliwiając na siłę, nie uważając, że „ja wiem lepiej”, aż tu wreszcie nadszedł dzień, gdy usłyszałam:
„a żebyś ty wiedziała, jak ja ci jestem wdzięczna za rozwój”.
Każdy jest sam sobie winien wdzięczność za rozwój, bo każdy sam musi dokonywać wyborów, ale w sercu zrobiło mi się ciepło na te słowa.
I poczułam, że bycie sobą ma najgłębszy sens. Reszta to pierdolety. Gdy widzę, jak ludzie wokół mnie dołączają, ludzie z mojej codzienności, jak ich życia zmieniają się na lepsze w różnych obszarach, to dusza się raduje. Wystarczy żyć swoją prawdę, a ludzie są mądrzy, mają swoje radary, i kto zechce iść wspólnie, to dołącza.
Dobro wraca, wraca zwielokrotnione, ZAWSZE. Nigdy w to nie wątp. Nie musi wrócić od tych samych osób, które nim obdarzyliśmy, ale wraca…zawsze. Gdybym oczekiwała od tych samych osób, to by oznaczało, że tak naprawdę nie dawałam z serca. Takie proste.
I tak, chciałam podziękować w osobnym wpisie, ale tutaj chyba będzie jeszcze lepiej, tym wszystkim ludziom, którzy w tych ostatnich, trudnych dla mnie chwilach BYLI, po prostu byli pięknymi duszami, policjantom, prokuratorowi, służbom medycznym, wszystkim tym, którzy przecież nie musieli…a okazali tyle serca i troski.
Życie JEST piękne.
Tylko trzeba umieć patrzeć.
Dziękuję 💗🌷
