Po prostu…kochaj

tego, który patrzy Ci w oczy.

Jestem dzisiaj w sobie z tematem nad umysłem i sercem.
I tak naprawdę mam wkarw potężny, z racji tego co wydarzyło się w przestrzeni moich bliskich, ich rodzinie, ale i mnie dotknęło ostatnio również.

Opuszczenie wirtualnego statku przyniosło mi już rok temu ogromną zmianę jakościową mojego życia. Gdy porównam ten czas i to co jest obecnie, to radość sama przychodzi. Przychodzi spokój w życiu, dzień to najczęściej gładka tafla oceanu 🌊 . W wirtualnym świecie, szczególnie social mediach, wszystko niemal jest umysłowe. Zauważam kolosalną różnicę, a i tak bywałam tam stosunkowo rzadko, to i tak zmiana jest odczuwalna. Najbardziej zdumiewa fakt, jak bardzo my nie rozróżniamy fikcji, iluzji świata wirtualnego od rzeczywistego. Jak to jest bardzo niebezpieczne, tak bardzo, że zagraża życiu nawet. I ja tego doświadczyłam, tzn. moi bliscy doświadczyli. 

Najbardziej niebezpieczne jest zawężanie świadomości, do okienka w telefonie, a gdzie życie jest? Dla moich rówieśników, którzy znali inną, piękną rzeczywistość zwykłego świata, zwykłych kontaktów międzyludzkich, gdzie jest patrzenie w oczy, czucie ciepła ludzkich rąk, uśmiech z którym w parze idzie wyraz twarzy, oczu, gdzie wiesz, bo czujesz, że to jest prawdziwe, w porównaniu do świata z wyświetlacza, gdzie niczego nie można być pewnym, stąd rodzi się nieufność, chęć ochrony, a więc i dystans na przykład. Gdzie człowieka wymienia się ad hoc, gdzie wystarczy do tego ruch paliczka palca na wyświetlaczu. To jest tak kurewsko niebezpieczne, bo nigdy nie wiesz, bo nie spojrzałeś w oczy, bo nie poczułeś naprawdę tej drugiej duszy, jak ona zareaguje na twoje zachowanie. Czy robi jej to różnicę? W znieczulicy i odczłowieczeniu świata wirtualnego żyją od urodzenia nasze dzieci. I ja sobie uświadomiłam w pewnym momencie…one nie znają innego świata, one są bardzo osłabione przez to psychicznie, jak również fizycznie. I pytam się, po co to jest robione, jaki jest cel? 

I ja nie mam złudzeń, że to nie robi różnicy, bo nawet ci świadomi i rozgarnięci nasiąkają niepostrzeżenie tym badziewiem, świadomość się zawęża, bo musi. Bo spychasz serce i czucie z piedestału, a sadzasz na tronie, reakcję, impuls, bezrefleksyjność, która jest umysłowa, bo aby przyszła refleksja potrzeba umysłu i SERCA, potrzeba przestrzeni, dystansu, trzeźwości. A tego już coraz mniej, rzadziej.

Puste ludzkie korpusy z rozświetloną od wyświetlacza twarzą, głodni, zmęczeni, smutni, szukający ciepła tam, skąd to nie może popłynąć, bo nie ma prawdziwej więzi, która rodzi się w ciszy, w spojrzeniu wraz z którym płynie do ciebie energia Serca.

I ja to pier…lę, nie chce tam być. Jak ktoś chce być ze mną, to najpierw TU, a najlepiej, TYLKO tu, bo inna przestrzeń wcale nie jest nam potrzebna. Potrzebne jest serce przy sercu.

I nie obwiniam tu nikogo, po prostu celowo ‚ktoś’ nas w ten kozi róg zapędził i celowo rozkłada wszystko, związki, więzi rodzinne, napuścił kobiety na mężczyzn, mężczyzn na kobiety, dzieci na rodziców, rodziców na dzieci, etc., miesza i miesza w tym garnku, i dzieli i rządzi, i kabzę napycha i śmieje się w kułak jak ten przykładowy szef koncernów tytoniowych, który wmawia nam, że papieros jest ci potrzebny, to twój relaks, twoja wolność, twój wybór (haha wybór w uzależnieniu), a to on rozdrażnia, uzależnia i goli Cię z pieniędzy i władzy nad samym sobą. 

Zespół odstawienny u dziecka trwa nawet do pół roku, po drodze jest rozdrażnienie, gniew, agresja, depresja, zanim 

zobaczy 

realny świat, zacznie widzieć to, co jest obok niego, wokół niego i w nim. 
I ja wiem, o czym mówię, mam to w pracy na co dzień. To zaszło tak daleko, że było dwuletnie dziecko, które próbowało patrząc na okno przesunąć 'obraz’ palcem, jak w telefonie! Dziecko oczywiście nie rozwijało mowy.

Wirtualne kontakty są tylko preludium, potencjałem, i jest to tylko jeden ze sposobów na poznanie innych, ale jak często pozostaje to tylko w tym umysłowym świecie, nie ma ekspansji, skoro tak łatwo jest naszym i tak robiącym zamęt umysłom reagować. Bo to takie łatwe, a prawdziwy człowiek, którego masz przed sobą już nie, on jest prawdziwy. Krótkoterminowe i bez wartości, chwilówki, a ja jestem, ja czuję, ja się angażuję. Więc po co miałabym tam być, skoro nie jestem chwilówką i inni ludzie dla mnie też nie są chwilówkami.

Czy ja jestem dla innych ważna tam? Czy temu drugiemu człowiekowi też chodzi o to, co mnie? Cóż, jestem z takimi pytaniami we mnie, w moim sercu, choć tylko dla zasady, bo wiem też, że gdy usunę konto, jutro mało kto będzie mnie pamiętał.

fot.Internet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *