I ja się bałam.
Póki nie poczułam, nie doświadczyłam,
czym miłość jest.
Bałam się odrzucenia…póki nie zrozumiałam,
że nikt nie może mnie odrzucić, i nikt nie odrzuca…
bo odrzucić siebie mogę tylko ja sama.
Wtedy mnie boli, gdy nie przyjmuję siebie
i wszystkiego we mnie i dla mnie.
Zawsze chodziło o nas samych.
Odrzucenie i oddzielenie jest we mnie…
zaczyna się ode mnie…i nie może zaistnieć…
gdy tego nie robię.
Miłość…po prostu jest.
Odrzucam…gdy oddzielam się od miłości we mnie…
od miłości we mnie…dla mnie…i dla innych.
Miłość…to nie projekcje ego.
Miłość…po prostu jest.
I tak nie uda się nam nic…z tym zrobić.
I to jest cudowne…że ona zawsze istniała i istnieć będzie…
że jest tą jakością, która istnieje przez samą siebie…
i nie ma i nigdy nie miała…swego przeciwieństwa.
Nie jest nawet jakością…
Jest samą sobą, cudowną i wszechogarniającą,
niepowtarzalną.
Kocham ❤️

