Żeby stłumić, żeby nie pozwolić temu wyjść
i zaistnieć tak po królewsku: oto jestem, oto ja, oto emocja, uczucie,
któremu nie pozwalam się pokazać.
Tylko po to używamy.
Bo nigdy nie chodziło o tę używkę. Ona była po to, żeby nie zobaczyć.
Bo boimy się zobaczyć, widzieć, patrzeć…prosto w twarz.
Kim jestem? Kim jestem bez tego.
I niby w sobie już wiedziałam, po co to robię, już lata temu,
ale w głowie, czyli nie było ucieleśnienia.
Bo nadal bałam się patrzeć w tamta stronę.
A zawsze chodziło o decyzję. Nie rozumiałam powrotów.
Bo potrafiłam zrezygnować z niej z dnia na dzień, i choć nikt nie wierzył, że tak właśnie jest, że rezygnowałam z niej i czułam się radosna, szczęśliwa i widziałam wszystkie plusy tego i żyłam sobie bez niej i rok i trzy lata, w ogóle nie tęskniąc, bez zespołu odstawiennego, którego tak wszyscy się boją i kiedyś ja się bałam, bo wierzyłam, że taki istnieje.
Jednak moim doświadczeniem było nie raz, że to nieprawda.
Powroty były wtedy, gdy kolejna warstwa emocji, bo przecież nie wszystkie od razu się pokazują i nie we wszystkich dziedzinach życia, dobry Bóg i dusza dbają, aby udało się udźwignąć, próbowały wyjść do uwolnienia.
Moim problemem jak i wielu uzależnionych było…
dlaczego powracam?
Bo na trzeźwo i przytomnie nie byłam w stanie przeżywać tego,
co witało do mojego życia. Nie potrafiłam do końca przeżywać emocji
i uczuć, które się pojawiały we mnie, w moim życiu.
I wtedy właśnie był nawrót. Bo było zbyt wiele, za bardzo inaczej.
I zauważałam już, że on się pojawiał, niezależnie od tego, czy działo się DOBRE, czy ZŁE.
Tym razem poprosiłam inaczej:
Jam jest doskonałym zrozumieniem i oświeceniem tej rzeczy,
którą chcę zrozumieć.
I się dzieje, jak pięknie się pokazuje, jak odpadają filtry.

Żeby zrezygnować raz i na zawsze, muszę zobaczyć, co przykrywam,
od czego w sobie się odcinam.
Zrobiłam to w świadomości, dostępnej dla mnie na dany moment,
na dany etap mojego życia. Wiedząc jak długo (około 30 minut) substancja pozostaje aktywna w moim ciele, świadomie wybierałam dłuższe niż to okresy trzeźwości. I obserwowałam, co się pokazuje,
a co się tłumi, gdy zażyję kolejną dawkę substancji otumaniającej, odcinającej od poszerzonej świadomości.
Pojawiały się emocje, łzy, uczucia napływające NAGLE, falami, jakby chciały skorzystać z tego okienka, momentu bez trucizny,
ale tak naprawdę momentu pełnej świadomości i wolności.

Nigdy nie chodziło i nigdy nie chodzi o moc używki, a o moc mojego WYBORU, aby czegoś NIE POCZUĆ.
To co robi z nami używka fizycznie jest wtórne i wcale nie jest obojętne, to na pewno nie, tworzy się po prostu kolejna trudność do pokonania, ta która schodzi już na ciało materialne. Ale przyczyna jest w ciałach subtelnych, w uczuciach, w emocjach. I to tam trzeba patrzeć.
Teraz eksploruję. Wszystko się pokazuje.
Jak zawsze…kiedy pozwolę.

fot.Internet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *