na pewno pozostaną. Cóż, Życie.
I w sumie, to dobrze by było, gdyby już były, gdyby już się zrosły, zamiast tych zawrotów w duszy, w smutnym sercu, które już nie podnosi głowy, które już nie wyciąga ramion, bo wciąż pamięta, jak musiało się mocno trzymać, gdy bujało jak łajbą na wzburzonym morzu, jeszcze dochodzi do siebie, jeszcze mu się w głowie kręci od braku stabilności.
Od jesteś, nie jesteś, jeszcze jesteś, już nie jesteś.
Ale…all is well with my soul.
Kiedyś oboje się uśmiechniemy, każdy w swoim życiu, każdy na swój sposób, każdy spojrzy w swoje własne oczy i powie all is well with my soul,
…pomimo światła, które czasem gaśnie,
bo już nie ma siły świecić.
