Jesień. Kocham jesień. W lipcu marzyłam o jesieni. W lipcu już czułam radość serca na myśl…o jesieni. Bo zdecydowałam i poczułam, że jesień to jest już czas, na moje spełnienie, na Życie pełną piersią, na życie w autentyczności i prostocie…mojego Serca. Sama nie wiem, dlaczego jesień? Co jest w niej takiego, że budzi we mnie …
Wieczór, Kicia przychodzi i zagląda mi w oczy… sprawdza, co u mnie.I ja też zapytałam…co u Ciebie, Aniu?Co mogę dla Ciebie zrobić…Aniu?I usłyszałam jej odpowiedź: -potrzebuję twojej Obecności. Bądź dla mnie, obejmij mnie, obejmij mnie naprawdę i na sto procent. Łagodne dźwięki muzyki docierające do mojego wnętrza płynęły przeze mnie… i nagle poczułam…jak moje dłonie…zaczęły …
Gdy przyglądam się mojej miłości…
Gdy przyglądam się w ciszy i spokoju mego serca…miłości która jest i przepływa przeze mnie…obserwuję, jak ona jest delikatnie ekspansywna, widzę jej moc wpłynięcia w najmniejsze zakamarki mej istoty, jak w ciszy, pokonując każdy najmniejszy nawet opór, powoli, bez przemocy, a jednak stanowczo, płynie wszędzie tam…gdzie ma być…szczególnie tam gdzie ma być, gdzie cząstki mnie …
A jesienią…
Może jednak nie będzie smutku…może doświadczę tylko ciepłego uczucia w sercu, wdzięczności…na wspomnienie tej miłości…Z gorącym kubkiem kawy, choć pewniej kubkiem gorącej herbaty…z cynamonem, goździkami i pomarańczą…zamyślę się otulona ciepłym swetrem…patrząc na złote liście za oknem…lub brodząc wśród suchych liści ścielących się pod moimi butami…wypatrując kochanych kasztanów, które to leciutko wilgotne, dopiero co wyskoczyły ze …
Czuję…czuję, jak bardzo ważna jest dla mnie…obecność…nie słowa, choć najpiękniejsze z pięknych, mogę je nawet tulić do serca…to jednak pozostaną słowami…bez obecności. Bez obecności…nawet te najbardziej chciane i oczekiwane…są tylko…pustym dźwiękiem, formą wyrazu…bez tej najcenniejszej esencji…bez której nie ma spełnienia. Miłość…to dotyk…miłość to serce…a ono lubi patrzeć w oczy, ono lubi czuć dłoń przesuwającą się …
Zanim pójdę w nową tożsamość…
Zanim pójdę w nową tożsamość, zanim wejdę w nią już obiema nogami…zanim przywitam ją z uśmiechem i radością w sercu… Najpierw…pożegnam, utulę i ucałuję tę, która odchodzi, która służyła mi jak potrafiła najlepiej. Służyła jak ufała, że jest dla mnie najkorzystniej, w zgodzie z myślą i sercem…zawsze w zgodzie ze sobą, choć nieraz musiała iść …
Miłość moja…
Miłość moja dla wybranej Duszy…jest taką iskrą, która się wyodrębnia z pola mojego Serca.I istnieje sobie indywidualnie,a jednocześnie jest połączona z całym moim Sercem. Jest cudownym potencjałem… bo karmiona przeze mnie i tę wybraną Duszę…rośnie, potężnieje…staje się coraz większa, ekspansywna, pełna mocy. A co się dzieje, gdy nie mogę już jej karmić?Gdy jej już nie …
