Gdy przyglądam się mojej miłości…

Gdy przyglądam się w ciszy i spokoju mego serca…miłości która jest i przepływa przeze mnie…obserwuję, jak ona jest delikatnie ekspansywna, widzę jej moc wpłynięcia w najmniejsze zakamarki mej istoty, jak w ciszy, pokonując każdy najmniejszy nawet opór, powoli, bez przemocy, a jednak stanowczo, płynie wszędzie tam…gdzie ma być…szczególnie tam gdzie ma być, gdzie cząstki mnie …

A jesienią…

Może jednak nie będzie smutku…może doświadczę tylko ciepłego uczucia w sercu, wdzięczności…na wspomnienie tej miłości…Z gorącym kubkiem kawy, choć pewniej kubkiem gorącej herbaty…z cynamonem, goździkami i pomarańczą…zamyślę się otulona ciepłym swetrem…patrząc na złote liście za oknem…lub brodząc wśród suchych liści ścielących się pod moimi butami…wypatrując kochanych kasztanów, które to leciutko wilgotne, dopiero co wyskoczyły ze …

Czuję…czuję, jak bardzo ważna jest dla mnie…obecność…nie słowa, choć najpiękniejsze z pięknych, mogę je nawet tulić do serca…to jednak pozostaną słowami…bez obecności. Bez obecności…nawet te najbardziej chciane i oczekiwane…są tylko…pustym dźwiękiem, formą wyrazu…bez tej najcenniejszej esencji…bez której nie ma spełnienia. Miłość…to dotyk…miłość to serce…a ono lubi patrzeć w oczy, ono lubi czuć dłoń przesuwającą się …

Zanim pójdę w nową tożsamość…

Zanim pójdę w nową tożsamość, zanim wejdę w nią już obiema nogami…zanim przywitam ją z uśmiechem i radością w sercu… Najpierw…pożegnam, utulę i ucałuję tę, która odchodzi, która służyła mi jak potrafiła najlepiej. Służyła jak ufała, że jest dla mnie najkorzystniej, w zgodzie z myślą i sercem…zawsze w zgodzie ze sobą, choć nieraz musiała iść …

Miłość moja…

Miłość moja dla wybranej Duszy…jest taką iskrą, która się wyodrębnia z pola mojego Serca.I istnieje sobie indywidualnie,a jednocześnie jest połączona z całym moim Sercem. Jest cudownym potencjałem… bo karmiona przeze mnie i tę wybraną Duszę…rośnie, potężnieje…staje się coraz większa, ekspansywna, pełna mocy. A co się dzieje, gdy nie mogę już jej karmić?Gdy jej już nie …

Pozamykać drzwi…

Tak naprawdę nie doceniałam tego procesu. Robiłam to tak od niechcenia…zostawiając sobie jeszcze jakąś małą, maleńką furtkę…ja sama…albo ktoś ją sobie zostawiał wkładając subtelnie stopę między drzwi…tak, aby zupełnie się nie zatrzasnęły, a ja udawałam, że w sumie tego nie widzę. A to przecież też jest zgoda. Gdy coś już mi nie służy…gdy chcę pójśćw …